niedziela, 7 kwietnia 2013

Here I wanna be a stranger. Drift in and then out, just linger.


La Paz..



Najdziwniejsze miasto jakie kiedykolwiek widziałem. Oczarowało mnie.

¿Jak nie kochać miasta w którym się nie biega, bo na wysokości 3600 metrów nad poziomem morza nie ma czym oddychać?

¿Miasta, w którym zasady ruchu drogowego nie istnieją?

¿Miasta, w którym kilka przecznic od kościoła czarownice sprzedają amulety, totemy i zasuszone płody lam? 

¿Jedynego miasta, które wykurzyło McDonalda, bo nikt nie chciał się tam stołować?

¿Miasta, w którym wszyscy sprzedają wszystko. Na każdym rogu i na wolnym fragmencie chodnika, wszędzie?

¿Miasta w którym nie ma i jeszcze przez długi czas nie będzie dostępu do szybkiego internetu?


¿Miasta, które tętni życiem, a w klubach graja świetną muzykę?




Czy kilka miesięcy temu myślałem, że tu zawędruje? Nie miałem pojęcia.

Ciężko uwierzyć ile zdarzylo  sie w ciagu ostatnich kilkunastu dni. Czas zwolnił niepomiernie, ale życie przyśpieszyło.

Kilkunastu dni? To moze co się zdarzyło w ciągu zaledwie jednego.

Zeszliśmy z 17 piętrowego wieżowca na linie, twarzą w dół. Dwa razy. Chyba nigdy bardziej się nie balem. Byliśmy przerażeni jak jasna cholera,  ale zrobiliśmy to.


Za dzieciaka miałem cholerny lęk wysokości.  Dostawałem ataku serca, kiedy wujek nosił mnie na barana. Najniższe gałęzie drzew po których biegali koledzy urastały w moich oczach do rangi Mount Everest 

Stałem więc na dole jak ten kołek, a kumple budowali drewniane domki na koronach drzew i świetnie się  przy tym bawili.

Wkurwiłem się.

Zacząłem wchodzić na wszystko, co wysokie i przerażające. Drabiny, ogrodzenia, drzewa, słupy wysokiego napięcia, wiadukty. Im bardziej się balem, tym wyżej wchodziłem. Aż w końcu lęk wysokości podkulił ogon i uciekł.



Poszliśmy na piwo z autorem jednego z moich ulubionych blogów podróżniczych. 
Mieszka tu od 4 lat i ani myśli wracaćSpodziewałem się ciekawego spotkania i nie zawiodłem się.
Zdałem sobie sprawę ile wymagam od siebie i od innych.  Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale chyba lepiej celować za wysoko, niż za nisko.

Poszliśmy do undergroundowego klubu i doświadczyliśmy życia nocnego Boliwii. W zamyśle było jedno piwo. Nie spodziewałem się takiej nocy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak świetnie się bawiłem. Ciekawe co by się działo, gdyby mój hiszpański był na poziomie angielskiego.
Za jakiś czas to sprawdzę.

Zdajesz sobie sprawę ilu ludzi czeka, aż ich poznasz? Tak szczerze, od serca, nie udając kogoś, kim nie jesteś ? Wiesz ile mogą Ci dać? A ile Ty jesteś w stanie dać, nie oczekując niczego w zamian? Znasz swoja prawdziwą wartość?  

Próbowaliście dać komuś siebie, poświęcać swój czas, ale ten ktoś nie chciał brać? 
Nie chciał waszego prezentu?
Nie był wdzięczny ? 
Niech wypierdala. 
Są na tym świecie miliardy ludzi którzy będą was szanować i dziękować, że jesteście częścią ich życia. Albo chociaż dnia czy wieczoru. Tylko ze niektóre chore iluzje bardzo ciężko jest wywalić z glowy. W końcu tyle czasu poświęcamy na tworzenie ich.



Podroż to nie ucieczka od miejsca. To ucieczka od nawyków. Od wygód i sztucznych wypełniaczy które sprawiają, ze miękniesz. I zapominasz dokąd zmierzasz.





Ile czasu możesz zabić?

Zatrzymaj się czasami. Na litość boską, zamknij w końcu gębę. 
Wszystko już wiesz. Ty i twoje wspaniale teorie o otaczającej Cie rzeczywistości. Coś sprawiło, ze jesteś w tym miejscu życia, a nie w innym.

Czy wiesz, gdzie chcesz mieszkać?
Jaki widok chcesz mieć z okna?
Jakimi ludźmi chcesz się otaczać?
Czego jeszcze chcesz się nauczyć?
Gdzie i jak chcesz spędzić swoje życie?
Jak chcesz wyglądać za 10 lat? Kim chcesz być?
Co jest dla Ciebie naprawdę ważne?

Czego się boisz?




Czy w ogóle masz jeszcze jakieś marzenia? 

5 komentarzy:

Malwina pisze...

zazdraszczam Ci. jestem za mało odważna, żeby podjąć się tego samego, dlatego zazdraszczam podwójnie

Marlena John pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Marlena John pisze...

Świetnie się czyta, sama przyjemność. Przez Twoje refleksyjne pytania zaczynam gardzić sobą, swoją pracą, i tym, co robię ze swoim życiem. I znowu pojawia się myśl, żeby rzucić wszystko, i ulepić sobie domek z gliny, albo z pali na Mikronezji:)
Pisz więcej i częściej. Pozdrawiam:)

Marlena John pisze...

Jestem ułomkiem, i nie potrafię dodawać komentarzy... :)

Janusz pisze...

Dzieki ;) Wlasnie zamierzam pisac czesciej, nie tylko o podrozach.